„Nie daj się złowić”
Galerie handlowe najczęściej organizują rozmaite imprezy towarzyszące po to, aby przyciągnąć klientów. Czasami zdarza się również, że galerie biorą udział w akcjach społecznych. Ostatnio na przykład kilka warszawskich galerii wzięło udział w ogólnopolskiej akcji „Podziel się posiłkiem”, w której informowano o idei całego przedsięwzięcia, jak również zbierano żywność dla niedożywionych dzieci. Jedną z ciekawszych akcji była też kampania społeczna „Nie daj się złowić”. Wzięła w niej udział stołeczna Arkadia. W akcji chodziło o to, by promować bezpieczeństwo wśród użytkowników komunikacji miejskiej, a także fanów świątecznych zakupów. Krótko mówiąc sednem kampanii było to, by nie dać się okraść w codziennych sytuacjach. W ramach akcji nie tylko rozdawano ulotki, ale też organizowano spotkania, na których uczono między innymi dzieci bezpiecznych zachowań w czasie podróży i zakupów. Ta szczytna kampania miała wielu organizatorów, od policji i straży miejskiej począwszy, a na galeriach handlowych skończywszy.
Miejsce przyjazne psom asystującym
O miejscach przyjaznych maluchom czy miejscach przyjaznych kobietom w ciąży słyszał już chyba każdy. Natomiast o miejscach przyjaznych psom asystującym już mało kto wie. A akcja jest równie ważna i równie szczytna, co w innych przypadkach. Najczęściej do galerii handlowych psów nie można wprowadzać. Jednak są osoby, którym wyszkolony pies jest niezbędny do normalnego funkcjonowania. Mowa oczywiście o ludziach niepełnosprawnych, w tym niewidomych i z ograniczonymi możliwościami ruchowymi. Takie osoby bez swojego czworonożnego przyjaciela nie radzą sobie zbyt dobrze. Zostawienie go przed drzwiami galerii nie wchodzi w grę. By ułatwić takim ludziom funkcjonowanie rozpoczęto akcję: miejsce przyjazne psom asystującym. W Warszawie jak dotąd dwie duże galerie handlowe zyskały stosowny certyfikat i faktycznie są przystosowane do tego, by osoby niepełnosprawne mogły się po nich swobodnie poruszać wraz z psami. Akcja doczekała się póki co trzech edycji. Miejmy nadzieję, że coraz więcej instytucji będzie się cieszyło mianem miejsca przyjaznego psom asystującym.

Galerie handlowe w Warszawie, zresztą tak samo, jak w każdym innym mieście, nie różnią się od siebie jakoś szczególnie. Są dość podobne pod względem oferty. Wiele sklepów sieciowych możemy znaleźć praktycznie w każdej z nich. To niewielkie zróżnicowanie można odbierać różnie, zarówno jako coś pozytywne, jak i jako potencjalny problem. Pozytywne jest to, że jak naszych upatrzonych butów nie będzie w jednej galerii, to prawdopodobnie urocza ekspedientka poinformuje nas, że są dostępne w innej w Warszawie. Oczywiście chętnie poda nam adres lub zarezerwuje wybrany model obuwia w najodpowiedniejszym rozmiarze. To jest zdecydowanie plus sytuacji. Jaki jest zatem minus? Jeśli w jednej galerii handlowej nie udało nam się znaleźć najodpowiedniejszych butów, to prawdopodobnie, nie uda się i we wszystkich pozostałych. Chociaż właściwie wówczas wypadałoby się zastanowić nie tyle nad ofertą sklepów obuwniczych, co nad własnymi preferencjami. Bo w jednej dużej galerii są naprawdę setki modeli butów.
W niedzielę można się wybrać w bardzo różne miejsca, niektórzy chadzają do Kościoła, a inni do galerii handlowej. Często z całą rodziną. Warszawskie galerie są duże i z pewnością mają coś miłego dla każdego członka rodziny. Z punktu widzenia właściciela galerii to świetnie, gorzej z głową rodziny, czyli potencjalnym sponsorem. Taki jednorazowy wypad do galerii to spokojnie kilkaset złotych skreślonych z domowego budżetu. Do takiej galerii najczęściej nie udajemy się po prostu na zakupy. Zwykle też chcemy skorzystać z jakiejś formy rozrywki, na przykład kręgli czy kina, jak również coś dobrego zjeść. Zakupy najczęściej są ostatnim punktem wycieczki. Na ogół dla tego, że przecież „nie będziemy chodzili z zakupami”. Tym sposobem niewinne, niby racjonalne ofiary, przepraszam, klienci galerii okrążają ją kilka razy, za każdym razem coś kupując. Taki wypad może wcale nie być zły, pod warunkiem, że rodzina po powrocie nie popadnie w konflikt lub milczenie, spowodowane podsumowaniem wydatków lub analizą porównawczą tego, co zostało zakupione z tym, co było potrzebne.