Z rodziną w galerii
W niedzielę można się wybrać w bardzo różne miejsca, niektórzy chadzają do Kościoła, a inni do galerii handlowej. Często z całą rodziną. Warszawskie galerie są duże i z pewnością mają coś miłego dla każdego członka rodziny. Z punktu widzenia właściciela galerii to świetnie, gorzej z głową rodziny, czyli potencjalnym sponsorem. Taki jednorazowy wypad do galerii to spokojnie kilkaset złotych skreślonych z domowego budżetu. Do takiej galerii najczęściej nie udajemy się po prostu na zakupy. Zwykle też chcemy skorzystać z jakiejś formy rozrywki, na przykład kręgli czy kina, jak również coś dobrego zjeść. Zakupy najczęściej są ostatnim punktem wycieczki. Na ogół dla tego, że przecież „nie będziemy chodzili z zakupami”. Tym sposobem niewinne, niby racjonalne ofiary, przepraszam, klienci galerii okrążają ją kilka razy, za każdym razem coś kupując. Taki wypad może wcale nie być zły, pod warunkiem, że rodzina po powrocie nie popadnie w konflikt lub milczenie, spowodowane podsumowaniem wydatków lub analizą porównawczą tego, co zostało zakupione z tym, co było potrzebne.
Imprezy plenerowe
Warszawskie galerie handlowe wabią klientów różnymi metodami. Mniej lub bardziej wysublimowanymi. Do tych subtelniejszych należą imprezy plenerowe, które są organizowane na terenach przy galerii. Czasami pretekst do imprezy jest dość oczywisty, bo to na przykład dzień dziecka, a innym razem trochę bardziej wydumany, jak powiedzmy pokaz samochodów sportowych. Niezależnie od wszystkiego, jeśli się okazuje, że akurat w mieście jest kompletna posucha w kwestii imprez plenerowych, ostatecznie udajemy się na tę organizowaną przez galerię handlową. Najczęściej mamy świadomość, że to i tak się skończy zakupami, ale cóż. I tak potrzebujemy tego i owego do domu, więc jedziemy. Trzeba oddać honor organizatorom, bo najczęściej takie imprezy są naprawdę dobrze zorganizowane i coś konkretnego można na nich zobaczyć. Bywają też kompletne klapy. Wówczas bez żalu opuszczamy imprezę i… Tak właśnie, robi to czego od nas oczekują, czyli udajemy się na zakupy. Po raz kolejny mamy wrażenie, że daliśmy się złapać. I co z tego właściwie? Przecież lubimy kupować.